Wydawca tej powieści na końcu książki zamieścił Posłowie Bena Lernera Widziane z równin, amerykańskiego prozaika i poety wielkiego entuzjasty twórczości wybitnych pisarzy australijskich. Przybliża ono czytelnikowi egzotyczną tematykę i ekscentryczną sylwetką Geralda Murnanea. Swą ocenę kończy cytatem „niewidzialne jest tylko to, co zbyt jasno jest oświetlone”. Dla polskiego czytelnika jest to wskazówka – przewrotnie ją pojmując – jak odczytywać tę powieść. Nie znamy Australii, nie rozumiemy podziałów wśród mieszkańców, to znaczy, że jest taki kraj i tacy ludzie, którzy tam mieszkają. Skromna jest fabuła tego utworu, można ją przedstawić w dwóch zdaniach, więc ona nie jest najważniejsza. Istotne jest to, czego pierwszoplanowy bohater doznaje podczas spotkania z grupą bogatych osób, nazywanych latyfundystami, mieszkającymi w „Środkowe Australii” zwanej „Interią”, jak też podczas kilkuletniego pobytu u jednego z nich. Grupa ta spotyka się, aby spośród artystów i fachowców wielu dziedzin wybrać kogoś, kto doda blasku ich rodzinom. Nie reprezentują sobą elit intelektualnych, ich rozmowy podczas spożywania dużej ilości alkoholu nie mają charakteru tematycznej dyskusji, każdy z nich mówi na inny temat.
Bohater powieści, który zamierza wyprodukować film o równinach podczas pobytu u jednego latyfundysty, który go zatrudnił nie spotyka się z zainteresowaniem tym tematem. Swoich „objawień” nie ma komu przedstawić, bo to dla potencjalnych słuchaczy jest zbyt trudne. Autor zamieszcza wątki filozofii egzystencjalnej: szczęście nie trwa długo, wszystko przemija, nie wszystko da się przekazać słowami, praca nie zawsze przynosi efekty. Mamy tam też dywagacje o sztuce, zwłaszcza o malarstwie. Wszystkie te rozważania mają uzasadnić wyższość warunków życia, osiągnięć technicznych i kulturalnych mieszkańców „Środka Australii” nad tymi, którzy żyją na obrzeżach tego kraju. Takie przekonanie nie ma żadnego uzasadnienia, gdyż nigdy nie starali się oni poznać terenów i ludzi, którymi gardzą.
Zarówno tematyka jak też jej przekaz są trudne w odbiorze. Dodatkowo długie, wielokrotnie złożone zdania o abstrakcyjnej zawartości nie pomagają w ich percepcji. Mają rację recenzenci, którzy nazywają tę książkę traktatem filozoficzno- medytacyjnym.
Edward Dziaduła, DKK Cieszanów 24.09.2026