Jest to powieść obyczajowa z ogromnym dodatkiem fantazji, erotyki, sytuacji absurdalnych, irracjonalnych, często makabrycznych. Akcja dzieje się tylko w jednej miejscowości o nazwie sugerującej ludzkie jęki po doznanym bólu i cierpieniu. Próżno szukać szczegółów, które by wskazywałyby czas akcji. Wieś bez szkoły, nauczycieli i samorządu, bez pomocy zewnątrz. Proboszcz izoluje się od parafian, żyje ustalonym od lat rytmem dnia, który kończy się piciem wina lub samogonu. Oryginałem bez autorytetu jest lekarz, który przyjeżdża na sezon letni. Na wszystkie dolegliwości ma zaradzić Baba – szeptunka, znachorka, czarownica. Na wsi panuje ciemnota, wiara w wszechobecne dyduki oraz duchy przodków. Większość mieszkańców to biedacy, pracujący u bogatszych gospodarzy, wśród których wyróżnia się Bernard Witten, hodowca dużego stada krów. Jedyną rozrywką gospodarzy było niedzielne picie piwa. Młodzież szukała przygód erotycznych. Dzieci stanowiły wartość handlową Taką wieś nawiedziła długotrwała, wyniszczająca susza, której konsekwencją jest głód i brak życiodajnej wody. Mieszkańcy muszą sobie radzić sami. Uznają, że zbliża się koniec świata, więc trzeba się z nim pożegnać, czyli zjeść i wypić wszystko co jeszcze komuś zostało. Koniec jednak nie nastąpił. Uradzili, że sposobem na odwrócenie losu będzie zabicie zrujnowanego pszczelarza - erotomana, który miał pozbawić życia małoletnią dziewczynkę.
Z treści książki nie wynika wprost co autor chciał przekazać czytelnikowi i do czego było mu potrzebne nagromadzenie takich apokaliptycznych sytuacji i zdesperowanych osób. Z pewnością nie kierował się jedynie uatrakcyjnieniem tekstu. Czytający mają więc możliwość sami szukać uzasadnienia kreowania takich postaci i niecodziennych wydarzeń. Idąc tym tropem można przypuszczać, że chciał wskazać na bezradność poszczególnych osób i małych społeczności, które nie poradzą sobie z kataklizmami ekologicznymi jakie mogą nastąpić. Bez wątpienia główną przyczyną ewentualnej totalnej katastrofy jest ciemnota, brak więzi międzyludzkich, pazerność bogatych, pogarda dla słabszych. Sensowny może być też zamiar ukazania katastrof o szerszym zasięgu, a może nawet totalnym. W tym wypadku nie chodziłoby jedynie o zagrożenia ze strony natury. Przywódcy wielkich mocarstw i potęg militarnych zachowują się jak bogaty i silny wobec biednego i słabszego. Nie jest to lektura do poduszki, jak też nie warto jej odkładać po przeczytaniu kilkunastu stron uznając, że takie dziwactwa nie mają miejsca w XXI wieku
Edward Dziaduła DKK Cieszanów, 27 sierpnia 2026 r.