Budowa sieci 5G jeszcze nawet na dobre nie ruszyła, a już wywołuje większe kontrowersje niż wszystkie wcześniejsze standardy komunikacji mobilnej razem wzięte. Możliwości, jakie stwarza 5G, są bardzo obiecujące, jednak wiążą się także z szeregiem zagrożeń. Te drugie można wyeliminować, niestety kraje UE wciąż nie ustaliły, w jaki sposób to zrobić.

Czy mamy pewność, że 5G będzie bezpieczne dla zdrowia?

Głównym problemem z 5G jest fakt, że wpływ fal elektromagnetycznych o najwyższych częstotliwościach na człowieka nie jest szeroko zbadany. Mowa szczególnie o elektromagnetycznych falach milimetrowych (przedział 30–300 GHz).

Wiele polskich gospodarstw domowych wciąż nie ma dostępu do internetu.

Z tego powodu powstało wiele apeli dotyczących wstrzymania prac nad 5G, a kilka krajów tak zresztą uczyniło pod wypływem nacisków społecznych – między innymi Szwajcaria oraz przytoczona wyżej Belgia. Warto zaznaczyć, że nie ma dowodów na negatywny wpływ 5G na człowieka – brak jest jednoznacznych dowodów, że takiego wpływu na pewno nie będzie.

W Polsce powstał raport finansowany przez Narodowy Program Zdrowia, mający ocenić potencjalny wpływ sieci 5G na człowieka. Jego konkluzja brzmiała tak:

„Na podstawie analizy dostępnych – choć nielicznych – danych o potencjalnych zagrożeniach dla zdrowia można stwierdzić, że nie ma dowodów na negatywne skutki zdrowotne ekspozycji na EFM o wartościach, jakie spodziewane są na podstawie szacunkowych danych technicznych wokół urządzeń nadawczych systemów 5G. Niemniej ze względu na dane wskazujące na istnienie mechanizmów biofizycznych mogących do takich skutków prowadzić konieczne wydaje się stosowanie przy planowanej eksploatacji takich systemów zasady ostrożności i zasady ALARA (najmniejszej dawki realnie możliwej), przynajmniej do czasu uzyskania wyników badań, które pozwolą na bardziej obiektywne ustosunkowanie się do tego problemu”.

Unia Europejska chciałaby, żeby w 2025 roku sieć 5G działała w całej Europie, a liczba jej użytkowników sięgnęła 178 milionów. Mimo to wciąż w niektórych krajach UE nie tylko nie podjęto decyzji, w jaki sposób to bezpiecznie robić, ale nawet czy się za to w ogóle zabierać. W październiku KE opublikowała jedynie opinię, w której nawołuje, by państwa ostrożnie dobierały dostawców infrastruktury, jakby to było specjalne odkrycie. Jeśli nie chcemy zostać w tyle w kolejnym obszarze technologicznej awangardy, to lepiej, żeby instytucje unijne i kraje członkowskie wzięły się do roboty. Bo już na początku roku z 5G będzie korzystało kilka milionów Koreańczyków.

MZ: Jest projekt rozporządzenia dot. dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych w środowisku

Celem rozporządzenia jest określenie maksymalnych dopuszczalnych poziomów pól
elektromagnetycznych w środowisku w zakresie częstotliwości 0 ÷ 300 GHz, na poziomie
bezpiecznym dla obywateli.

Według wyliczeń Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego, średnie miesięczne użycie danych w mobilnym internecie w Rzeczypospolitej Polskiej wzrośnie do 2025 r. prawie 25-krotnie, z 3,5 GB/SIM do 85 GB/SIM. To olbrzymi skok wymagający konkretnych zmian, szczególnie w odniesieniu do restrykcyjnych dopuszczalnych poziomów pola elektromagnetycznego obowiązujących w tej chwili w Rzeczypospolitej Polskiej. W perspektywie najbliższych 2-3 lat sieci mobilne nie będą w stanie obsłużyć rosnącego zapotrzebowania na transmisję danych, niemożliwe będzie również wdrożenie na szeroką skalę sieci nowej generacji, czy też dalsze rozbudowywanie infrastruktury w obecnych standardach.
Obowiązujące do tej pory dopuszczalne poziomy pola elektromagnetycznego (PEM) należy uznać za jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy. Są one jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie - zarówno w zakresie dopuszczalnego poziomu jak i sposobu ich pomiaru. Odbiegają one nawet stukrotnie od przyjętych uregulowań w zdecydowanej większości państw.
Oparto je na założeniach sprzed okresu dostępności telefonu komórkowego, kiedy dysponowano znacznie mniejszą niż obecnie wiedzą na temat pól elektromagnetycznych. Dziś należy uznać te regulacje za archaiczne i realnie uniemożliwiające rozbudowę nowoczesnej infrastruktury dla mobilnego Internetu, a tym samym hamujące rozwój całej gospodarki .
Według raportu Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego, nawet obecnie, przy stosunkowo niskim zagęszczeniu stacji bazowych, występujące w wielu miejscach poziomy pola elektromagnetycznego (PEM) mogą być bliskie obowiązującym w Rzeczypospolitej Polskiej dopuszczalnym poziomom. W praktyce oznacza to brak realnej możliwości rozbudowy istniejących sieci we wszystkich typach analizowanych obszarów (wielkomiejskim, miejskim, podmiejskim i wiejskim). W pierwszej kolejności zjawisko istotnego przeciążenia sieci dotknie obszarów wiejskich i mniejszych miast, czyli tych, w których dostęp do szerokopasmowego Internetu przewodowego dziś nadal jest poważnie ograniczony.
A zatem rozbudowa istniejących sieci jak i budowa nowoczesnych sieci telekomunikacyjnych, mających obsłużyć prognozowany w perspektywie 2025 r. ruch telekomunikacyjny oraz nowe usługi (np. Internet Rzeczy), będą możliwe jedynie w przypadku zmiany obowiązujących obecnie w Rzeczypospolitej Polskiej dopuszczalnych poziomów PEM i zharmonizowanie ich do wartości zalecanych przez Unię Europejską, Międzynarodową Komisję ds. Ochrony Przed Promieniowaniem (ICNIRP) oraz Światową Organizacją Zdrowia (WHO), co zakłada przedłożony projekt.

Harmonizacja dopuszczalnych poziomów pola elektromagnetycznego (PEM) do wartości zgodnych z zaleceniem Rady 1999/519/WE z dnia 12 lipca 1999 r. w sprawie ograniczenia narażenia ogółu ludności na pola elektromagnetyczne (od 0 Hz do 300 GHz) pozwoli uniknąć scenariusza, w którym w ciągu najbliższych 2-3 lat obecna konfiguracja sieci nie będzie w stanie obsłużyć prognozowanego ruchu, a na obszarach wiejskich pojemność istniejących sieci zacznie wyczerpywać się w najbliższych miesiącach. Harmonizacja dopuszczalnych poziomów PEM umożliwi zastosowanie sieci mikro- i pikokomórek, dzięki czemu budowa sieci mobilnej następnej generacji będzie w ogóle możliwa.

Projekt: TU